WYCHOWANIE

Poznaniacy - dr Henryk Zimniak

                           
Dr Zimniak zgodził się na publikację wywiadu.
 
Skąd pomysł na spotkanie wysiedlonych?  

Piszę część monografii gminy Tarnowo Podgórne. Zajmuję się okresem okupacji. Pisanie jest poprzedzone badaniami archiwaliów i  rozmowami ze świadkami wydarzeń. Historię tworzą ludzie. Pomysł narodził się podczas wywiadów z osobami wysiedlonymi do Generalnego Gubernatorstwa w 1940 r. Dziś są to osoby ponad 80-letnie. W spotkaniu będzie uczestniczyć część żyjących świadków tamtych wydarzeń - ta część, której zdrowie pozwala na uczestnictwo.  Mam potwierdzenia od 40 osób. Łączy ich wspólnota doświadczeń. Ich wspomnienia są bezcenne, nie tylko z historycznego punku widzenia. To pierwsze tego typu spotkanie.  
Czy wysiedlenia  w naszej gminie były zjawiskiem nietypowym, czy emanacją ogólnej polityki okupanta wobec ludności polskiej?

Sytuacja była typowa dla całego powiatu poznańskiego, ale Tarnowo Podgórne wyróżniało się pod względem skali. Niemcy wysiedlili najwięcej osób z gminy Tarnowo Podgórne, potem z sąsiedniego Dopiewa i Rokietnicy.
 
Kogo i dlaczego wysiedlano? Czy był jakiś klucz? Ilu mieszkańców gminy Tarnowo Podgórne dotknęły wysiedlenia?

Wysiedlenia wynikały z polityki narodowościowej okupanta. Najpierw wysiedlano warstwy przywódcze, inteligencję, nauczycieli i duchowieństwo, a potem rolników i ich rodziny. Zgodnie z założeniami Niemcy zamierzali  wysiedlić z gminy Tarnowo Podgórne 600 ludzi. Plan ten udało im się zrealizować w około 60 procentach. Przeszkodą w realizacji planu były m.in. ucieczki. Miały miejsce 4 wysiedlenia między lutym a październikiem 1940 roku. Wysiedlono około 400 mieszkańców, byli to  w większości rolnicy i ich rodziny . Głównym kierunkiem wysiedleń było lubelskie. Wysiedleni trafiali do ponad 40 miejscowości.  Najwięcej rolników wysiedlono 9 października 1940. Rzecz dotyczyła 50 rodzin gospodarskich, najwięcej z Tarnowa Podgórnego, Batorowa i Ceradza Kościelnego – 140 osób. Tracili ojcowiznę. Jadąc na wschód, wiedzieli, że z gospodarstw 20-30 ha, przejdą na małe 1,3-3 ha. Trafiali na teren powiatu chełmskiego, a ich gospodarstwa w gminie Tarnowo Podgórne zajmowali niemccy kolonizatorzy ze wschodu. Miała miejsce swego rodzaju roszada.
 
Jak Pana rozmówcy wspominają ten okres?

Zapamiętali głód i biedę. Wysiedleńcy  z akcji w lutym 1940 trafiali do obozu przesiedleńczego przy Głównej w Poznaniu, skąd w maju byli transportowani do Sokołowa Podlaskiego. Tych  z akcji październikowej wieziono do Opalenicy i dalej do Łodzi do obozu przesiedleńczego przy ul. Łąkowej. Młodych i zdrowych Polaków oddzielano od rodzin i trafiali do Rzeszy - było to ok. 20 osób. Zachowania ludności miejscowej  na wschodzie były różne. Wysiedleni byli  traktowani chłodno, z nieufnością. Uważano, że skoro zostali przywiezieni, to musieli coś przeskrobać. Jedna trzecia trafiła do górali pod Nowym Sączem, gdzie nie było pracy i było bardzo ciężko. O samowolnym powrocie nie mogli myśleć. Było powiedziane, że ktokolwiek wróci, to trafi do gestapo. Jednej rodzinie ucieczka się udała w 1941 roku. Ludzie ci żyli w ukryciu do końca wojny pod Środą Wielkopolską. Podczas wysiedleń zmarło około 20 osób, urodziło się około 10.
 
Czy wysiedleńcy wracali do gminy po wojnie?

Większość straciła kontakt z gminą. Prawie w ogóle nie utrzymywali stosunków. Podczas rozmów, które z nimi przeprowadziłem, byli żywo zainteresowani sprawami gminy. Niektórzy przyjadą z Wrocławia, Warszawy, Gdańska, Poznania, Swarzędza.
 
Czy warto pisać historie małych ojczyzn? Czy historia gminy  może być interesująca poza nią? Czym dla mieszkańców    powinna być historia miejsca, w którym żyją? 
 
Świadomość regionalna jest równie ważna jak świadomość narodowa. Jak wiadomo naród bez przeszłości ginie. Nie tylko warto, ale należy interesować się historią swojej mini-populacji. Warto pisać historię gminy. Pozwala ona poznać przeżycia i gehennę rodziców i dziadków. Modne są ostatnio drzewa genealogiczne, odkrywanie pochodzenia przodków i dziejów całych rodzin. Tutaj w gminie Tarnowo Podgórne dość często zdarzały się małżeństwa niemiecko - polskie, o których trzecie pokolenie zapomina, a pamiętać warto, to kultura i tradycja. Historia gminy może być ciekawa nie tylko dla jej  mieszkańców. Wszystko jest w gminie  relatywne, jej rzeczywistość oddaje, jak w soczewce - to, co istotne dla ogółu. Schematy się powielają, kumulują się idee. Świadomość historyczna buduje wspólnotę.   
 
                                                                                      Henryk Zimniak, Adam Mendrala
 
 
BIP RSS
 
CMS Toruń